Ano tak. Już niebawem będzie z nami Lila. Postanowiliśmy z Anią zrobić Lilii pamiątkę z Londynu i zabraliśmy ją na spacer wzdłuż Tamizy
Upamiętniliśmy również Lilkę w domowym mini-studia tatusia
Kilka foteczek poniżej.
Ano tak. Już niebawem będzie z nami Lila. Postanowiliśmy z Anią zrobić Lilii pamiątkę z Londynu i zabraliśmy ją na spacer wzdłuż Tamizy
Upamiętniliśmy również Lilkę w domowym mini-studia tatusia
Kilka foteczek poniżej.
Po dłuuuuugiej przerwie udało się zorganizować kolejną sesję. Właściwie ciężko mówić o jakiejkolwiek organizacji ale fakt faktem, że po kilku miesiącach znów wziąłem aparat do ręki i popełniłem kilka kadrów. Ola skontaktowała się ze mną za pośrednictwem serwisu Maxmodel oznajmiając że będzie w Londynie około tygodnia. Traf chciał że akurat miałem kilka dni wolnego więc udało nam się zgrać termin. Miejscem akcji stał się lokalny klub który znajduje się dosłownie na przeciwko naszego domu - http://www.seebos.co.uk. Nawiasem pisząc na stronie klubu niebawem zagoszczą zdjęcia mojego autorstwa. Ot, taka wymiana z właścicielem. Wracając do sesji brakowało jak zwykle wizażystki. Było blisko do pełnego sukcesu ale jak to najczęściej bywa nie można mieć wszystkiego. Tak więc ostatecznie Ola malowała się sama skromnym wakacyjnym zestawem wspomaganym nieco przez kosmetyki mojej Ani. Zakres ubrań niestety był również limitowany (wakacyjna walizka) ale suma sumarum udało nam się jakoś z całej sytuacji wybrnąć. Także poniżej kilka, jak zwykle u mnie, zróżnicowanych obróbkowo kadrów. Dla zainteresowanych podaję adres portfolio Oli – http://www.maxmodels.pl/jmlaska.html
Całkiem niedawno byliśmy z Anią z wizytą w domu czyli w Łodzi. Pogoda byłą świetna żeby nie powiedzieć że męcząca. 10 dni temperatur po 35 stopni zmęczyło mnie okrutnie. Ale miało to też swoje plusy dodatnie. Jednym z nich była możliwość zrobienia zdjęć w klimacie tropikalnym
Krajobrazy co prawda mało tropikalne ale …….
Sesja była czysto spontaniczna a nieocenionym i bardzo ruchliwym modelem był Jasiek. I właśnie Jaśka możecie zobaczyć na kilku poniższych zdjęciach. Zapraszam
Ufff, trochę czasu mi zajęło zabranie się do zdjęć z krótkiego pobytu w Szkocji. Ale w końcu się udało
Dzięki uprzejmości znajomych ulokowaliśmy się w Edynburgu i stamtąd robiliśmy wypady poznawcze. Na pierwszy ogień poszło oczywiście przepiękne Glencoe. Cud miód i orzeszki. Zdecydowanie obowiązkowy punkt programu jeśli odwiedza się Szkocję. Ogromne przestrzenie, doliny otoczone górami a pomiędzy nimi drogi z których można w pełni podziwiać urok okolicy. Odwiedziliśmy też Falkrik z jedynym na świecie systemem przenoszenia łódek z jednego poziomu wody na drugi, znajdujący się z tego co pamiętam około 30 metrów wyżej. Zaliczyliśmy oczywiście przejażdżkę na Falkrik Wheel i muszę przyznać że jest to ciekawe doświadczenie – łódką w powietrzu
Wpadliśmy też na kolację do St. Andrews czyli starego miasteczka na wschodnim wybrzeżu, które słynie z uniwersytetu oraz z golfa. Jest nawet uważane za kolebkę tego sportu. Udaliśmy się też do Aberlady Bay na poszukiwanie wraku starej, drewnianej łodzi podwodnej. Niestety mimo szperania po googlach i przeczesywania sporej zatokowej plaży nie udało nam się owego wraku zlokalizować. Niemniej jednak dłuuuugi spacerek i tak zaliczamy na poczet udanych
Odwiedziliśmy również zamek Stirling oraz pobliski Wallace Monument, gdzie aby dostać się na szczyt trzeba pokonać 246 ciasnych i krętych schodków.
Pogodę znów mieliśmy dobrą. Choć mało fotograficzną co doskonale widać na poniższych zdjęciach. Mimo tego zarówno wyjazd jak i fotki (jako turystyczna dokumentacja) sprawiły nam frajdę. Zapraszam na krótką relację z kraju Whisky i pięknych krajobrazów
Czas jakiś temu zadzwoniła do mnie Gosia, którą fotografowaliśmy z Bartkiem w czerwcu 2011, z pytaniem czy nie byłbym zainteresowany sesją. Jako że marazm ostatnio straszny to pomyślałem że to dobry moment aby się zmotywować i wziąć za zdjęcia. Sesja odbyła się niedawno, w moim ulubionym londyńskim studiu – Pro Image. Miałem okazję zapoznać się z nowym setem i z nowym sprzętem. Przybyły między innymi 2 Elinchromy o mocy 1500Ws każdy. Powiem szczerze że ciężko mi znaleźć zastosowanie dla tak mocnych lamp w studiu. Co nie zmienia faktu że oczywiście korzystałem z tych „grzejników”. Po raz pierwszy też podjąłem próbę świecenia zza modelki, wprost w obiektyw. Ciekawe doświadczenie. Myślę że w przyszłości będę tą metodę jeszcze wykorzystywał aczkolwiek wymaga to dopracowania bo wyszło mi zupełnie tak sobie. Także zapraszam do obejrzenie kilku zdjęć z Gosią.
Miesiąc temu odbyło się oficjalne otwarcie salonu paznokci Alicji Prussak (www.wonderland4you.com). Było trochę zaproszonych znajomych i klientów. Odbyły się pokazy świeczek zapachowych i wszelkiego rodzaju innych umilaczy zapachowych dla domowego zacisza. Była też Georgia Brown z kolekcją ubrań ze swojego sklepu internetowego. Były słodkości i trunki. Te alkoholowe i te bez %. Było dużo śmiechu w towarzyskim gronie. I byłem tam ja. Dokumentując owo wydarzenie.
Sesja z Gosią obyła się już dość dawno ale z uwagi na przeprowadzki serwerowo-blogowe po prostu nie było okazji uzupełnić bloga.
Sesję przeprowadziliśmy w składzie ja, Bartek (www.bcphotography.eu) oraz wizażystka Justyna Ilczuk. Ponieważ chcieliśmy przetestować jakieś nowe studio wybór padł na HZV Studios. Niby sporo miejsca, niby kilka stanowisk z różnymi tłami i podłogą…niby fajnie. A jednak coś nam tam nie pasowało. Sami nie wiemy co
Niemniej jednak spędziliśmy tam cały dzień i kilka zdjęć cyknęliśmy. Gosia dzielnie przebierała się w niezliczone ilości ciuszków a ja i Bartek, jak zwykle raczyliśmy się w międzyczasie whiskey. Także smacznego
Stało się. Nareszcie
Dzieło przypadku ale co by nie powiedzieć to pewnie prędzej czy później i tak bym sobie taką przyjemność zafundował. Mowa o tzw. Driving Experience czyli o możliwości odbycia jazd samochodami, o których na co dzień zwykły śmiertelnik może co najwyżej pomarzyć. Chyba ze 3 lata temu spotkałem się z takimi ofertami w formie prezentu dla kogoś bliskiego lub dalekiego
Pomyślałem wtedy, że było co najmniej fajnie…. Niestety taka radocha przekraczała mój budżet. I nagle, przez czysty przypadek wszedłem na stronę angielskiego Groupon’u i oczom moim ukazała się oferta za dużo mniejsze pieniążki. W tym momencie wiedziałem, że (z akceptacją Ani) zrealizuję jedno z marzeń.
Impreza zorganizowana była na terenie lotniska North Weald w Epping (http://www.northwealdairfield.org). Wybrałem się tak razem z Malinem vel Marcinem vel DonMaliniacco który dzielnie dokumentował całe wydarzenie. Zaraz przy rejestracji była możliwość wybrania samochodów. Każdemu uczestnikowi przypadały 3 auta. Z kilku stojących na płycie lotniska, wybrałem Audi R8 (niestety V8 zamiast V10), Lamborghini Gallardo oraz Ferrari F360 Spider. Poza oczywistą radochą z jazdy takimi autami, impreza miała 2 minusy – wyznaczony do jazdy tor był bardzo krótki i prosty. Dosłownie 3 szykany ustawione z pachołków i jazda po prostokącie nie byłą do końca satysfakcjonująca
. Drugim minusem był fakt, iż nie zezwalano na żadne poślizgi czy inne takie atrakcje. Jak mi wytłumaczyła jedna z organizatorek, jest to spowodowane troską o bezpieczeństwo i (nie oszukujmy się) o warte sporo pieniędzy samochody. Ot, taki typ eventu. Nie zmienia to jednak faktu że uśmiech na twarzy miałem przez cały dzień przyklejony i szeroki
Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć oraz filmu z owego dnia.
Przyszła pora i na mnie. Początek „ślubniakowania” mam niniejszym za sobą. Dokładnie miesiąc temu było mi dane uwieczniać połączenie węzłem małżeńskim Stefanii i Rakesh’a. Przemiła, wiedząca czego chce para. Współpraca podczas 2 dni fotografowania była wzorowa. Ceremonia odbyła na Camden Town w Londynie w malutkiej sali tamtejszego urzędu. Przejazd z urzędu do wynajętej restauracji (Gilgamesh) odbył się dwoma limuzynami, które przeciskały się z trudem przez londyńskie korki. Fajnym akcentem był przystanek w Regent’s Park’u i krótki spacer. Kolacja zakończyła się około północy i mogłem spokojnie pospać kilka godzin przed plenerem, który miał odbyć się następnego w dnia (i odbył się
) w oddalonym od Londynu o 130 mil Stratford Upon Avon. A konkretnie w Menzies Welcombe Hotel. Hotel otoczony polami golfowymi jednak niestety wszystkie dołki były oblegane przez grających i nie pozwolono nam robić żadnych zdjęć na polach golfowych. Pogoda nie sprzyjała – wiatr i ostre słońce znacznie utrudniały pracę.
Wiem że szału tu nie ma ale od czegoś trzeba zacząć, prawda ?
Łoj….. Ależ była długa przerwa. Brak czasu, brak inwencji, brak wizażu….. same braki
W końcu się udało. Chyba jakieś 3 tygodnie temu wiedziałem że szykuje mi się wolny weekend i postanowiłem że muszę zorganizować jakąś sesję. Na szczęście odezwała się do mnie wizażystka (Marta Badzio), wyrażając chęć współpracy. W tej sytuacji nie pozostało nic innego jak znaleźć modelkę. Bez większej nadziei zacząłem po raz „enty” przeglądać profile na Maxmodels i pewnie gdyby nie moja lepsza połowa to modelkę którą zobaczycie na poniższych zdjęciach też bym przegapił. Marta (http://www.maxmodels.pl/marta_chica.html) odpowiedziała jeszcze tego samego dnia i już wiedziałem że się uda
Jako że ustaliliśmy zdjęcia na dzień wolny od pracy to niezawodny Bartek pojawił się z butelką Grants’a o 9:30 rano. (tak na rozluźnienie
) Potem dotarły obie Marty. Pierwsza część programu to szybkie zakupy pod hasłem ciuchy. Druga część to czas na makijaż. Trzecia to podróż do centrum Londynu nad Tamizę i zdjęcia. Pogoda nam średnio dopisała, ponieważ przez cały dzień matka natura raczyła nas ostrym słońcem i brakiem chmurek. Postanowiliśmy zrezygnować z błyskania sabinkami i skorzystać po raz pierwszy z dobrodziejstw dużej blendy 5 w 1. Jak się okazało sukces był połowiczny – blenda, owszem ale błędem było nie dorzucenie sabinek do zestawu. Cóż… Człowiek się uczy na błędach.
Zapraszam więc do obejrzenia krótkiego filmu z tej sesji oraz kilku zdjęć.